Film w programie TVN-u "Co za tydzień?" odnotowany jako jedna z najlepszych pozycji polskiej kinematografii zeszłego roku. Pewnie dlatego, że TVN jest współproducentem, co zresztą skrzętnie zostaje przypomniane w absurdalnej scenie w końcówce obrazu. I bez niej nie przeszłyby mi przez gardło słowa sytuujące film Piotr Trzaskalskiego w takim - po latach wreszcie zaszczytnym - gronie. Jeśli miał być oparty na sucharach wypowiadanych tonem, od którego przeciętnego widza bolą zęby, to ok. Jeśli jednak to nie żadna konwencja kazała odtwórcom głównych ról być tak aktorsko drewnianymi, to szkoda. Bo pomysł był niezły, a okazał się i słabo zagrany, i ostatecznie fabularnie przekombinowany.
Chociaż może to wstyd związany z tym, że w całym 2012 roku na rowerze nie jeździłam ani razu, napędza całą moją krytykę?
Ostatnio tak dużo przecież o rezygnacjach i podziałach, sprzecznych stanowiskach i wątpliwościach, ładnych opakowaniach kryjących smutną prawdę. Bo jeśli się o czymś głośno nie mówi, to musi oznaczać czające się paskudztwo najwyższej próby.
Jest więc Benedykt XVI, który z papiestwa abdykuje przez gejowskie afery w Kościele, intelektualny niedowład albo dziwny upadek w łazience, w wyniku którego usłyszał tajemniczy Głos z Góry nawołujący do rezygnacji. Nigdy nie byłam papieżem, ale mając 86 lat zapewne wolałabym siedzieć sobie w kapciach przed telewizorem i czytać książki niż wiecznie być na cenzurowanym za słowa i czyny, na które tak rzadko mam jakikolwiek realny wpływ. Może to jednak po prostu moja wyobraźnia jest zbyt wybujała.
Jak najgorsze motywy muszą też oczywiście stać za wszystkimi przetasowaniami politycznymi, które na razie są raczej partyzantką niż rzeczywistą wojną. Sprawy honoru i sumienia to kwestie delikatne, więc szczególnie cenne w sporze o władzę. Bo tak wiele tłumaczą, mydląc oczy frazesami i półsłówkami. Fotel lidera kusi chyba bardziej od premii czy obrony światopoglądu. Nie chciałabym jednak, by ktoś podcierał sobie polityczny tyłek feminizmem, związkami partnerskimi czy czymkolwiek innym, co jest medialnie i społecznie nośne. Czy sprowadzony jakiś czas temu do parteru Paweł Kukiz po odejściu z zespołu "Piersi" wskóra coś w tym grajdołku? Nie wiem. Sukces Ruchu Palikota uczy pokory, chociaż formalnie to zestawienie trafione słabo, bo w działaniach Kukiza chcę dostrzegać więcej autentycznego ducha społecznikostwa niż pijarowskiego show.
Pod znakiem zapytania stanęły za to popisy Oscara Pistoriusa. Czy triumf człowieka nad materią (a może w jego przypadku wręcz odwrotnie) znów stanie się faktem? Lekkoatleta na razie to musi zwyciężyć z materią prawną. I tak stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że bez względu na wszystko cień morderstwa przylepi się do niego jak druga skóra. I sorry, Oscar, nie potrafię uwierzyć w taki przypadek. Ale przynajmniej teraz masz pewność, że film o Tobie nakręcą. Taki fabularny, ąę, na Oscary. Wiele kombinować nie będzie trzeba. Tu scenariusz naprawdę napisało życie. A tak szczerze, to nie dowierzam, że coś takiego w ogóle się stało. Ma taką ładną, niewinną, bezkonfliktową buźkę, jakby na złość przestępstwu, o które jest oskarżony.
Justyna na razie bez medalu. Kamil ponoć zaliczył katastrofę. Aż strach się bać, co za paskudztwa kryją się w ich przypadku. Przekombinowali?