Film, który polecę każdemu. Zachwalę, jak pani na targu świeżutkie pomidorki i ziemniaczki. Przekonujący od startu do mety, trzymający w napięciu, dający widzowi po głowie i po łapach. Magia bez Harry'ego Pottera, Gandalfa i dziecinnego hokus-pokus. Walka o swoje jestestwo, o pozycję, o tajemnicę, o prestiż, walka, która najpierw wydaje się nie mieć granic, a potem rozbija się o człowieczeństwo.
Nie żebym była jakimś tropicielem. Hejterem jakimś strasznym. Nieomylnością chodzącą, co to od alfy i omegi więcej ma w sobie wiedzy. Ot, po prostu zwykła ciekawość po wczorajszym półfinale EURO 2012 skierowała ma paluszki i oczęta na kilka najpopularniejszych newsowych stron w Polsce. Tak, żeby sobie sprawdzić, jakie tytuły wymyślili redaktorzy, jak oceniają, co piszą i komu na głowę wkładają wieniec bohatera spotkania. Czy użalić się raczą nad Cristiano Ronaldo za brak szansy w serii jedenastek. Czy choćby cichym westchnieniem pożegnają heroiczną walkę Portugalii, która jednym udowodniła, że na trzech defensywnych pomocników grać można całkiem skutecznie, ładnie i "do przodu", a drugim pokazała, jak należy działać, by taki efekt uzyskać bez piętna narodowej klęski.
I tak właśnie wyłapałam dwa pomeczowe "kwiatki", wyhodowane chyba na naturalnym nawozie pomeczowych emocji.
1. www.wyborcza.pl (błąd dość szybko poprawili)
2. www.tvn24.pl, "Poprzeczka nie wpuściła Portugalii do finału" (trzy gole Fabregasa wiszą w tekście do dzisiaj; gdyby nie napisali, jak wynika z kontekstu, o sytuacji przed wczorajszym meczem, można by uznać, że policzyli mu już wykorzystanego karnego; gdyby to nie było EURO 2012 można by uznać, że jakiś inny turniej mieli na myśli; a tak...)
Prestiż to czasem nie wszystko.
czwartek, 28 czerwca 2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Bruce Wszechmogący
Czy można oglądać film kilka razy, nie lubiąc go? Można. "Bruce'a Wszechmogącego" widziałam nieraz, chociaż nawet przez myśl nie przeszło mi, że mogę zaliczyć go do moich ulubionych. Zwłaszcza, że występuje w nim Jim Carrey, które budzi we mnie uczucia wprawdzie od mordu dalekie, ale jednak niemające wiele wspólnego z sympatią. Jest jednak w tym obrazie coś tak ludzkiego, że fajnie obejrzeć go w zaciszu weekendowego domu/mieszkania, gdy refleksja "co by było, gdyby..." nie uwiera tak, jak zazwyczaj.
Do tej pory wszechomogący wydawali się Kuba Wojewódzki i Michał Figurski - kontrowersyjni prowadzący w radiu Eska "Poranny WF". Niestraszne im były procesy i zarzuty, oskarżenia i oburzenia. Oni jakby nawet trochę (bardzo?) się z tych medialnych burz i piorunów cieszyli. Brak świętości nosili przed sobą dumnie niczym tarcze, które pozwalały im żartować w sposób dla przeciętnego Polaka nie do zaakceptowania. Może oburzonym chodziło o przyzwoitość, a może o zazdrość - nie mam pojęcia i nie chcę dociekać. Niewątpliwie obaj panowie wprowadzali do polskiego, nieco czasem stęchłego światka dziennikarskiego dużo kolorytu, co wcale za pozytyw uznane z miejsca być nie musi i nie powinno.
Tak czy siak, miarka się przebrała po niewybrednych gwałto-żartach z Ukrainek. "Poranny WF" znika z anteny radia Eska, Michał Figurski traci konferansjerką fuchę przed półfinałem EURO 2012 w Warszawie, a Kuba Wojewódzki, jak nie on, snuje twarzo-książkowe wyjaśnienia link. Czy obaj panowie są świadomi tego, że teraz to przegięli, i to ostro? Że póki ich ironiczny śmiech wypełniał polskie piekiełko, można go było jakoś takoś obronić, ale gdy stał się międzynarodowy, i to podczas EURO, to chwieje pozytywnym wizerunkiem naszego kraju? Że tego żartu inteligencją już nie da się przykryć. Ba, mało tego, że właśnie z inteligencją to on jest mocno na bakier?
Przyznam szczerze, że tylko pobieżnie znając poglądy obu panów, nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać ze stawianych im oskarżeń o rasizm, nacjonalizm i ksenofobię. Zachowań w ich stylu nie pochwalałam, ale jednak przełamywały one pewne tabu w zupełnie niementorski, niemędrkowaty sposób. A ich odbiorcy są, właściwie należałoby powiedzieć: byli, specyficzni. Tacy w typie kumatych. Polska cała nie była jednak gotowa na taki ton. Wojewódzki i Figurski musieli więc być karani za antenowe wybryki. Krzewienie humanizmu, wolności i tolerancji, jakie proponowali, mocno się przy tym oczywiście promując, wymierzało policzek etyce tak dziennikarskiej, jak i ogólnoludzkiej. Typowy pat, który zarówno oni, jak i ich stacja, dzielnie znosili. Do czasu.
Szkoda, że inteligentni ludzie sami sobie zepsuli hamulce. A może po prostu zapomnieli, jak się ich używa. Czyżby poczucie gwiazdorstwa i pogoń za skandalem rozpuściły ich poglądy? Ale nie wykluczam przy tym, że to ja dałam się nabrać i po prostu chciałam widzieć w ich kontrowersyjnych tekstach drugie dno.
Bo sami Wojewódzki i Figurski pojawią się gdzieś na pewno. Nie mam wątpliwości, że znów zaskoczą.
Do tej pory wszechomogący wydawali się Kuba Wojewódzki i Michał Figurski - kontrowersyjni prowadzący w radiu Eska "Poranny WF". Niestraszne im były procesy i zarzuty, oskarżenia i oburzenia. Oni jakby nawet trochę (bardzo?) się z tych medialnych burz i piorunów cieszyli. Brak świętości nosili przed sobą dumnie niczym tarcze, które pozwalały im żartować w sposób dla przeciętnego Polaka nie do zaakceptowania. Może oburzonym chodziło o przyzwoitość, a może o zazdrość - nie mam pojęcia i nie chcę dociekać. Niewątpliwie obaj panowie wprowadzali do polskiego, nieco czasem stęchłego światka dziennikarskiego dużo kolorytu, co wcale za pozytyw uznane z miejsca być nie musi i nie powinno.
Tak czy siak, miarka się przebrała po niewybrednych gwałto-żartach z Ukrainek. "Poranny WF" znika z anteny radia Eska, Michał Figurski traci konferansjerką fuchę przed półfinałem EURO 2012 w Warszawie, a Kuba Wojewódzki, jak nie on, snuje twarzo-książkowe wyjaśnienia link. Czy obaj panowie są świadomi tego, że teraz to przegięli, i to ostro? Że póki ich ironiczny śmiech wypełniał polskie piekiełko, można go było jakoś takoś obronić, ale gdy stał się międzynarodowy, i to podczas EURO, to chwieje pozytywnym wizerunkiem naszego kraju? Że tego żartu inteligencją już nie da się przykryć. Ba, mało tego, że właśnie z inteligencją to on jest mocno na bakier?
Przyznam szczerze, że tylko pobieżnie znając poglądy obu panów, nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać ze stawianych im oskarżeń o rasizm, nacjonalizm i ksenofobię. Zachowań w ich stylu nie pochwalałam, ale jednak przełamywały one pewne tabu w zupełnie niementorski, niemędrkowaty sposób. A ich odbiorcy są, właściwie należałoby powiedzieć: byli, specyficzni. Tacy w typie kumatych. Polska cała nie była jednak gotowa na taki ton. Wojewódzki i Figurski musieli więc być karani za antenowe wybryki. Krzewienie humanizmu, wolności i tolerancji, jakie proponowali, mocno się przy tym oczywiście promując, wymierzało policzek etyce tak dziennikarskiej, jak i ogólnoludzkiej. Typowy pat, który zarówno oni, jak i ich stacja, dzielnie znosili. Do czasu.
Szkoda, że inteligentni ludzie sami sobie zepsuli hamulce. A może po prostu zapomnieli, jak się ich używa. Czyżby poczucie gwiazdorstwa i pogoń za skandalem rozpuściły ich poglądy? Ale nie wykluczam przy tym, że to ja dałam się nabrać i po prostu chciałam widzieć w ich kontrowersyjnych tekstach drugie dno.
Bo sami Wojewódzki i Figurski pojawią się gdzieś na pewno. Nie mam wątpliwości, że znów zaskoczą.
sobota, 16 czerwca 2012
Życie za życie
Może trochę zbyt amerykańsko i holywoodzko. Może za dużo patosu i polityki. Sztucznych ponoć łez Kate Winslet i zbolałych min Kevina Spacey'ego. W opowieści o tym, co ratować: życie czy ideę nie ma miejsca na kompromisy. Jest za to dużo dylematów, znaków zapytania i podszytego tajemnicą człowieczeństwa.
Tak jak dzisiaj. Dzisiaj jest dzień, o którym nie mogę nie napisać. Może przejdzie do historii na zawsze z czerwoną kartą w futbolowym kalendarzu, zepchnie w czeluście przeszłości Wembley, mecz na wodzie i hiszpańską corridę.
W sumie to się cieszę, że w ostatnich dniach medialne zamieszanie wokół meczu z Czechami skupiło się na obsadzie polskiej bramki i kontuzjach trzech naszych piłkarzy. Gdy do tego doszła wojenka internautów z TVP o filmik zagrzewający biało-czerwonych do walki "Mecz o wszystko Polska - Czechy", poczułam się niemal spokojna. Bo stawka mimo wszystko gdzieś wnika. Oczekiwania i presja chowają się za troską. I ogromną polską flagą, w której ma dzisiaj utonąć stadion we Wrocławiu.
Ja mogę utonąć nawet w deszczu - za oknem zaczyna grzmieć. Byle tylko w tej ulewie było miejsce na łzy radości i kapek kilka pewnych szczególnych napojów.
Polska, biało-czerwoni!!!
PS Serialowa kartka z kalendarza. 16 czerwca 1997 roku wyemitowano pierwszy odcinek serialu "Klan".
PS 2 Społeczna kartka z kalendarza. 16 czerwca 1992 roku w Warszawie otwarto pierwszą w Polsce restaurację McDonald's (tak przeczytałam w autobusie, bo Wikipedia mówi, że to było dzień później).
Tak jak dzisiaj. Dzisiaj jest dzień, o którym nie mogę nie napisać. Może przejdzie do historii na zawsze z czerwoną kartą w futbolowym kalendarzu, zepchnie w czeluście przeszłości Wembley, mecz na wodzie i hiszpańską corridę.
W sumie to się cieszę, że w ostatnich dniach medialne zamieszanie wokół meczu z Czechami skupiło się na obsadzie polskiej bramki i kontuzjach trzech naszych piłkarzy. Gdy do tego doszła wojenka internautów z TVP o filmik zagrzewający biało-czerwonych do walki "Mecz o wszystko Polska - Czechy", poczułam się niemal spokojna. Bo stawka mimo wszystko gdzieś wnika. Oczekiwania i presja chowają się za troską. I ogromną polską flagą, w której ma dzisiaj utonąć stadion we Wrocławiu.
Ja mogę utonąć nawet w deszczu - za oknem zaczyna grzmieć. Byle tylko w tej ulewie było miejsce na łzy radości i kapek kilka pewnych szczególnych napojów.
Polska, biało-czerwoni!!!
PS Serialowa kartka z kalendarza. 16 czerwca 1997 roku wyemitowano pierwszy odcinek serialu "Klan".
PS 2 Społeczna kartka z kalendarza. 16 czerwca 1992 roku w Warszawie otwarto pierwszą w Polsce restaurację McDonald's (tak przeczytałam w autobusie, bo Wikipedia mówi, że to było dzień później).
środa, 13 czerwca 2012
Baby są jakieś inne
Zamknięci w hali wypełnionej zielenią, by stworzyć polskie kino drogi. Akcji tam nie ma. Żadne byki czy bawoły przed maskę nie wybiegają, nie widać nawet polskich żubrów. Tylko Więckiewicz i Woronowicz w samochodowej podróży do męskiej świadomości, ukrytej pod płaszczykiem mizoginii i wyrażonej w składni Koterskiego. Można zasnąć z braku dynamizmu lub popłakać się od nadmiaru inteligentnej narracji - co kto woli.
Ale baby jakieś inne są. Nie ukrywam, że trochę mi z tego powodu żałość skręca wnętrzności. A Euro 2012 jest znakomitą okazją, by wykończyć te moje flaki totalnie i bez wyrzutów sumienia.
Najpierw widzę celebrytki, które deklarują doping dla piłkarzy i którym jak ślepej kurze ziarno trafia się bilet na mecz Polaków. Taka tam okazja do skromnego lansiku. Bo w końcu chyba dobrze na stadionach się pokazać, jak się zaproszenie dostaje. A jak się takiego szczęścia nie ma, to można poopowiadać o swoich planach na Euro 2012. I żadna z tych celebrytek się oczywiście z antyfutbolowego stereotypu nie wyłamie. Na drugie danie zewsząd zalewają porady dla takich właśnie pań. Że kosmetyczka, że fryzjer, że zakupy. I nawet że przyjaciółka, kawka, ploteczki ujdą jak bum cyk cyk.
Ale finał i tak jest najlepszy. Pozwolę sobie przytoczyć rozmowę, którą osobiście dzisiaj odbyłam ze znaną mi przedstawicielką płci pięknej.
- A to dzisiaj jakiś mecz jest? - pyta owa dziewoja.
- Tak, nawet dwa - odpowiadam.
- Ale to Euro? - pyta ponownie ze zdziwieniem, jakby chciała mi wyjaśnić, że przecież nie chodzi jej o jakiś tam pierwszy lepszy mecz.
- Tak, teraz mecze są codziennie - wyjaśniam.
- Ale to Polska gra? - pyta po raz trzeci.
- Nie - mówię.
- A to kiedy teraz Polska gra? - pada czwarte pytanie.
- W sobotę - informuję.
No tak to, tak. Na piłce nożnej kobieta znać się nie musi. Sama się zresztą tylko orientuję. Ale jak dla mnie powyższa scenka rodzajowa nie jest wcale ignorancją sportową czy piłkarską. To jest ignorancja społeczna i ogólnoludzka. W dobie wszechobecnych mediów i docierających z każdej niemal strony, wwiercających się w mózg informacji o Euro, zwyczajnie mnie zaskoczyła. Zwłaszcza, że panie pokazują, jak potrafi je ogarnąć prawdziwy piłkoszał. Taki niemający nic wspólnego z Cristiano Ronaldo czy kimś do niego zupełnie niepodobnym.
Ale baby jakieś inne są. Nie ukrywam, że trochę mi z tego powodu żałość skręca wnętrzności. A Euro 2012 jest znakomitą okazją, by wykończyć te moje flaki totalnie i bez wyrzutów sumienia.
Najpierw widzę celebrytki, które deklarują doping dla piłkarzy i którym jak ślepej kurze ziarno trafia się bilet na mecz Polaków. Taka tam okazja do skromnego lansiku. Bo w końcu chyba dobrze na stadionach się pokazać, jak się zaproszenie dostaje. A jak się takiego szczęścia nie ma, to można poopowiadać o swoich planach na Euro 2012. I żadna z tych celebrytek się oczywiście z antyfutbolowego stereotypu nie wyłamie. Na drugie danie zewsząd zalewają porady dla takich właśnie pań. Że kosmetyczka, że fryzjer, że zakupy. I nawet że przyjaciółka, kawka, ploteczki ujdą jak bum cyk cyk.
Ale finał i tak jest najlepszy. Pozwolę sobie przytoczyć rozmowę, którą osobiście dzisiaj odbyłam ze znaną mi przedstawicielką płci pięknej.
- A to dzisiaj jakiś mecz jest? - pyta owa dziewoja.
- Tak, nawet dwa - odpowiadam.
- Ale to Euro? - pyta ponownie ze zdziwieniem, jakby chciała mi wyjaśnić, że przecież nie chodzi jej o jakiś tam pierwszy lepszy mecz.
- Tak, teraz mecze są codziennie - wyjaśniam.
- Ale to Polska gra? - pyta po raz trzeci.
- Nie - mówię.
- A to kiedy teraz Polska gra? - pada czwarte pytanie.
- W sobotę - informuję.
No tak to, tak. Na piłce nożnej kobieta znać się nie musi. Sama się zresztą tylko orientuję. Ale jak dla mnie powyższa scenka rodzajowa nie jest wcale ignorancją sportową czy piłkarską. To jest ignorancja społeczna i ogólnoludzka. W dobie wszechobecnych mediów i docierających z każdej niemal strony, wwiercających się w mózg informacji o Euro, zwyczajnie mnie zaskoczyła. Zwłaszcza, że panie pokazują, jak potrafi je ogarnąć prawdziwy piłkoszał. Taki niemający nic wspólnego z Cristiano Ronaldo czy kimś do niego zupełnie niepodobnym.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Gol!
Wiem, że to takie banalne, takie przyziemne, takie boleśnie mainstreamowe. Dotyczy to tak samego filmu, jak i mojego wyboru. Przepraszam więc, że losy Santiago Muneza pasują mi do atmosfery Euro, w której rodzą się herosi i zmartwychwstają bogowie.
Wszystko to w klimacie dwóch goli Andrija Szewczenki. Takich iście filmowych. Bo takie rzeczy się nie zdarzają w wypełnionym brutalną codziennością życiu. Żeby po kontuzji, u schyłku kariery, w swoim kraju i w mieście, które dało tyle wzruszeń, zbliżać rodaków do piłkarskiego raju. Niby takie nic. Taka tam piłka nożna. Ale serce mi wariuje, a oczy się pocą na myśl, jak cieszą się teraz ludzie w Kijowie i na całej Ukrainie. I jakkolwiek okrutnie to nie zabrzmi, raczej w radości tej nie będzie myśli o zachodnim bojkocie Euro, łamaniu praw człowieka i więzionej Julii Tymoszenko. Sukces spycha na drugi plan problemy, formatuje świadomość. Nawet, jeśli dotyczy sprawy tak prymitywnej, jak kopanie piłki.
Dzisiaj zazdroszczę Ukraińcom tego prymitywizmu. Tego, że mogą się z niego tak głęboko, prawdziwie, po ludzku ucieszyć. Że mają pełne prawo zwariować zamiast robienia dobrej miny do złej gry.
I wielki jest Szewa! Polska łza się aż w oku zakręciła... Król nie umarł. I nagi też wcale nie jest.
Wszystko to w klimacie dwóch goli Andrija Szewczenki. Takich iście filmowych. Bo takie rzeczy się nie zdarzają w wypełnionym brutalną codziennością życiu. Żeby po kontuzji, u schyłku kariery, w swoim kraju i w mieście, które dało tyle wzruszeń, zbliżać rodaków do piłkarskiego raju. Niby takie nic. Taka tam piłka nożna. Ale serce mi wariuje, a oczy się pocą na myśl, jak cieszą się teraz ludzie w Kijowie i na całej Ukrainie. I jakkolwiek okrutnie to nie zabrzmi, raczej w radości tej nie będzie myśli o zachodnim bojkocie Euro, łamaniu praw człowieka i więzionej Julii Tymoszenko. Sukces spycha na drugi plan problemy, formatuje świadomość. Nawet, jeśli dotyczy sprawy tak prymitywnej, jak kopanie piłki.
Dzisiaj zazdroszczę Ukraińcom tego prymitywizmu. Tego, że mogą się z niego tak głęboko, prawdziwie, po ludzku ucieszyć. Że mają pełne prawo zwariować zamiast robienia dobrej miny do złej gry.
I wielki jest Szewa! Polska łza się aż w oku zakręciła... Król nie umarł. I nagi też wcale nie jest.
czwartek, 7 czerwca 2012
Dzień świra
Dokładnie 10 lat temu pojawił się na horyzoncie polskiej kinematografii. Skradł serca, umysły i języki. Wszystko uczynił mojszym lub nawet najmojszym. Z gówna (psiego) ukręcił bicz. I to niejeden. Długo urok ten docierał do mnie w odcinkach, częściowo. Aż wreszcie gruchnął całą swoją świrowatością. W każdej kropelce. Starannie odliczonej i rytualnej. Klasyk. Miauczyńskiego, Koterskiego, Kondrata.
I na ojców sukcesu czekam jutro. Wraz z Polską. Może nie całą, ale dużą jej częścią. W wigilię. Święto takie rodzinne, a wcale nie bożonarodzeniowe. Choć na bogów czas rzeczywiście przyjdzie jutro. Serce zabije za 24 godziny mocniej. Huknie "Mazurkiem Dąbrowskiego", który może nawet zafałszuję.
Cieszę się! Jakże ja się cieszę! A Euromalkontenci są dla mnie sprytną zagrywką sił politycznych lub ogólnoludzkich, które gotowe są zrobić wiele, byle wyszło na ich. To zacieranie rąk, czekanie na błąd, palenie się w blokach do krytyki jest przykre dla milionów Polaków. Zwłaszcza dla tych 23 facetów, którzy bywają wszakże biegaczo-kopaczami, ale mogą się stać ikonami polskiego sportu. A my wszyscy (z wyjątkami tylko na życzenie), szarzy i zwykli, z Adasiową najniższą krajową dotkniemy wtedy bram społecznego eldorado.
I na ojców sukcesu czekam jutro. Wraz z Polską. Może nie całą, ale dużą jej częścią. W wigilię. Święto takie rodzinne, a wcale nie bożonarodzeniowe. Choć na bogów czas rzeczywiście przyjdzie jutro. Serce zabije za 24 godziny mocniej. Huknie "Mazurkiem Dąbrowskiego", który może nawet zafałszuję.
Cieszę się! Jakże ja się cieszę! A Euromalkontenci są dla mnie sprytną zagrywką sił politycznych lub ogólnoludzkich, które gotowe są zrobić wiele, byle wyszło na ich. To zacieranie rąk, czekanie na błąd, palenie się w blokach do krytyki jest przykre dla milionów Polaków. Zwłaszcza dla tych 23 facetów, którzy bywają wszakże biegaczo-kopaczami, ale mogą się stać ikonami polskiego sportu. A my wszyscy (z wyjątkami tylko na życzenie), szarzy i zwykli, z Adasiową najniższą krajową dotkniemy wtedy bram społecznego eldorado.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

