Taki głupi film, który zalega u mnie na komputerze. Ostał się po porządkach, które zwolnić miały choć trochę niezbędnego miejsca na dysku. Jakaś romantyczna komedyjka, w której to podobno warto Włochem być i basta. Na pewno obejrzę w chwili smutku i życiowego przytłoczenia. O to w sumie wcale nietrudno, ale na razie radzę sobie sama, do spółki z Internetem.
Bo mnie informacji dostarcza właśnie Internet. Pozbawiona telewizora i nieprzyzwyczajona do przeglądów prasy, do oporu grzebię w sieci. I to w sieci śledziłam zarówno "Watykan Show", jak i jego peryferia. I, z całym szacunkiem, te drugie były zdecydowanie ciekawsze.
O, taki monolog Abelarda Gizy z kabaretu Limo. Zmasowanym atakiem przedziwnej cenzury usuwany z Internetu (ale wciąż do znalezienia!). Zbyt dosłowny i zbyt obrazoburczy. Może zbyt kabaretowy? Bo gdy w przededniu konklawe w Telewizji Polskiej, w piątek o godz. 23, w programie od lat 16, którego sama nazwa wskazuje na ograniczenia odbioru ("Tylko dla dorosłych"), kabareciarz wskazuje na ludzki obraz papieża, to przejść nad tym do porządku dziennego nie można. I basta! Tymczasem sprowadzony do puszczania przez głowę Kościoła bąków stand-up Abelarda Gizy jest po prostu artystycznym komentarzem wygłoszonym w postawie stojącej, bez nabożnej czci, którą krytycy chcieliby tu widzieć. Bo o katolicyzmie mówić w Polsce można tylko wielkimi literami i tylko ze śmiertelną powagą. Dziwne, bo nawet Jan Paweł II potrafił być tak po ludzku zabawny. Łatwo i przyjemnie było się śmiać, gdy mówił o kremówkach jedzonych po maturze. Tymi właśnie otwartością i bezpretensjonalnością, a nie teologią, kupował tłumy i przyciągał młodzież. Z pobrzmiewającą w tle inkwizycją chcą ten radosny obraz zniszczyć politycy, którzy tak lubią się identyfikować z papieżem - Polakiem.
Niestety, najgorsze, że pod zarzutami o obrzydliwość i naruszanie zapisów Ustawy o radiofonii i telewizji ugina się TVP. Gdy wreszcie wypuściła program, o którym mówi się więcej niż "porażka" i "szmira", niby broni, po czym nie śmie się nie ukorzyć przed świętym oburzeniem Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Ja, katoliczka, żadnych przeprosin nie oczekiwałam. Oczekiwałam za to i oczekuję nowoczesnej telewizji publicznej, która nie będzie poprawna, ugrzeczniona i zdominowana przez siły polityczne. Nawet dziecko w przedszkolu wie, że jeśli coś jest letnie, to jest nijakie, a często po prostu byle jakie. A wtedy trudno liczyć na jakikolwiek sukces. A gdy ten trafia się jak ślepej kurze ziarno, zostaje z miejsca ustawiony w kolejce do posypania popiołem. Popiołem ze spalonym kart do głosowania podczas konklawe.
A w przededniu inauguracji pontyfikatu papieża Franciszka, święte oburzenie w mediach. Kto nie skomentował felietonu Pawła Reszki, ten nie śmie nazywać się dziennikarzem newsowym (ale tym w formie elektronicznej)! Przyznaję, autor tekstu ma u mnie dużego plusa za książki "Daleko od Wawelu" i "Daleko od miłości" napisane wespół z Michałem Majewskim (polecam, połyka się jak najlepsze kryminały!). Ale racji w swojej prześmiewczej relacji z konklawe made by telewizyjna stacja newsowa, też ma dużo. Tak, wciąż podtrzymuję, że nie mam telewizora i "Watykan Show" znam z sieci. I wystarcza mi to w zupełności. Aż nadto mi niby-informacji, które serwowała, a w które ja namiętnie klikałam (mea culpa!). Rozumiem, że w takich sytuacjach prochu nikt nie wymyśli, ale nie po to wysyła się do Rzymu najlepszych dziennikarzy, żeby ci opalali się w cieniu uroczej włoskiej knajpki, zajadając makaron, pizzę i lody. Bo faktycznie istotne informacje i tak zdobywają inni. Bo sylwetkę nowego papieża machnie się w Warszawie na podstawie doniesień Reutersa (w najlepszym przypadku). Bo kulisy konklawe poda się za "La Stampą". Bo o komentarz poprosi się polskiego biskupa. Bo stanie się w stand-upie (który tym razem w założeniach nie ma nic wspólnego z kabaretem) na tle Bazyliki św. Piotra. Czy w takim przypadku naprawdę może dziwić, że dziennikarz, który na pracy w zawodzie zjadł zęby, ma czelność skrytykować miałkość pracy kolegów ze szklanego pudełka?
Może rzeczywiście w takich sytuacjach lepiej być Włochem. Bo to i wyluzowany człowiek, i nie marznie niepotrzebnie, i dystansu do siebie i świata wkoło ma jakby więcej. I jak gratulacje wyśle nie do tego kardynała, co trzeba, i to tak jakoś wybrnie. Z honorem. Z humorem może też.
PS W ferworze walki (z wiatrakami) zapomniałam o "mistrzowskim" komentarzu Ewy Wójciak, dyrektor poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. Skoro wybrali chuja, to wybrali. Tylko co jak co, ale chociaż ascetyzm nowego papieża w Poznaniu się powinien podobać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz