Trąci stereotypem aż huczy, brzęczy i łupie w krzyżu? Ale naprawdę czasami są to obrazy tak prawdziwe...
Kiedy w polskim pociągu wracasz z Warszawy z ćwierćfinału EURO 2012 klik, to widzisz wszystko z całym dobrodziejstwem inwentarza, chociaż Dworzec Centralny wygląda jak marzenie i ksenofobi nie biegają po ulicach z siekierami. Pociąg zmierza do Gdyni. Doskonały wybór w dniu, w którym ćwierćfinałowe szaleństwo przenosi się do Gdańska, porywając ze sobą przede wszystkim Niemców i Greków. Wieża Babel przestaje być biblijnym wspomnieniem.
Już są koszulki, peruki i pomalowane twarze. Śpiew "Polska, Polska" dopada i tutaj. EUROpociąg gorący nie tylko od futbolowych emocji, ale też rozgrzany pokonanymi od Lublina kilometrami.
W przedziale też międzynarodowo. Drzwi raz po raz otwierają kolejni młodzi Grecy. Zaglądają do znajomych, posiedzą, pogadają i wychodzą. Liczę ich. W sumie ośmioro. Przy pierwszej wizycie konduktora okazuje się, że mają bilet dziesięcioosobowy.
– How much are you going? – chce wiedzieć jeden z tych greckich współpasażerów.
Czuję zresztą, że cały czas patrzy z zaciekawieniem. Głupio mi pod tym spojrzeniem. Trzy godziny nie robią na nim specjalnego wrażenia, w odróżnieniu od dziesięciu, które łącznie spędzi w tym pociągu siedzący pod oknem inny Polak.
– Do you
have playing cards? – zapytuje po pewnym czasie inny Grek.
Południowcom nudzi się w polskim pociągu. Z oferowanego piwa nie korzystają, bo i samozwańczy handlarz jakoś macha na nasz przedział ręką. Za głośno im, więc zamykają okno. No tak, oni się nie poduszą, bo przyzwyczajeni do skwaru, ale ja za siebie nie ręczę.
Uprzejmi. Ten od długości podróży chce rozmienić 100 zł zdesperowanemu Polakowi. Ale tylko 70 ma w portfelu.
Druga wizyta konduktora to scenka rodzajowa żywcem wyjęta z dowcipów i stereotypów. Grecy wiedzą, że będzie sprawdzanie biletów. Szybko, w pół słowa dogadują się w sprawie swojego na dziesięć osób. Gorzej idzie z paszportem. Konduktor mówi coraz głośniej, a Grek coraz bardziej nie rozumie. Pomagamy, jak możemy, gdy trzeba datę urodzenia znaleźć. Honoru Polki poliglockiej bronimy.
Konduktor macha jednak na to tylko ręką. Musi wysiąść i pociąg zmienić. Kolejna stacja.
Na następnej czeka koniec mojej podróży. Grecy dziękują za życzenia i szybko rozkładają się na zwolnionych miejscach. Z innych przedziałów słychać kibicowskie śpiewy. Na korytarzu trwają telefoniczne rozmowy.
To będzie naprawdę zwariowany piątek. Ćwierćfinał z sześcioma golami. Więcej w jednym meczu na EURO 2012 nie padło i nie padnie.
(To chyba na tyle wspominek - i tak dużo było. Moje własne podsumowanie, które nijak nie dorasta do przyjętej w tym względzie nomenklatury. Ale naprawdę nie chciałam wybierać swojej jedenastki mistrzostw i pisać, jakim filmem jest każdy z Hiszpanów. Czy coś podobnego.)
(To chyba na tyle wspominek - i tak dużo było. Moje własne podsumowanie, które nijak nie dorasta do przyjętej w tym względzie nomenklatury. Ale naprawdę nie chciałam wybierać swojej jedenastki mistrzostw i pisać, jakim filmem jest każdy z Hiszpanów. Czy coś podobnego.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz