poniedziałek, 23 lipca 2012

Show

Wciąż, mimo upływu lat, to jeden z moich ulubionych filmów. Dzisiaj zafunkcjonowałby już w innym kontekście. Niemal dekadę temu, w erze panowania "Big Brothera" i poglądackiej mody, był majstersztykiem. Przypowieścią ukrytą pod komediowym płaszczykiem, 13-posterunkową wesołkowatością Cezarego Pazury, przerysowaną blond naiwnością Joanny Pierzak i prymitywną nagością spod prysznica. Tak to widziałam i tak to widzę do dziś. Chociaż jest to dostrzeganie szczerości, która wystawia na próbę polskość.

Wszystkie wrażenia wyniesione z filmu "Show" wracają po obejrzeniu filmiku na youtubie pt. "Gr@żyna" (więcej o tym tutaj). Widziałam go w sobotę, gdy miał 300 kilka wyświetleń, dzisiaj ma ponad 728 tysięcy. To oddaje skalę siły Internetu i fermentu, jaki wywołał obraz kulisów powstawania eksperymentalnego projektu Grzegorza Cholewy i Bartłomieja Szkopa. Ups, może nie powinnam tego pisać. Może lepiej byłoby najpierw skomentować wcześniejsze filmiki umieszczone na profilu Grażyny Żarko i odnieść się do jej "katolickiego głosu w Internecie", który w dwa miesiące stał się hitem. Tak dużym, że kontrowersyjny projekt trzeba było przerwać. Rady i poglądy 56-letniej nauczycielki, która chciała przywrócić w polskiej sieci kulturę, normalność i patriotyczne tradycje, zrodziły zbyt potężny ruch oburzonych. Wirtualni pluwacze i hejterzy, bohaterowie klawiatury i przedstawiciele pokolenia mającego tworzyć tolerancyjną Polskę, zaczęli być niebezpieczeństwem jak najbardziej realnym. W wiązankach wulgaryzmów i obelg grozili Grażynie Żarko śmiercią. Wróć, grozili Annie Lisak, aktorce - amatorce wcielającej się w fikcyjną, wymyśloną na potrzeby projektu postać.

Zrównana z błotem przez youtuberów, obśmiana przez innych wideoblogerów puszysta kobieta w okularach, z eksponowanymi w filmikach zbliżeniami rzadkich włosów i krzywych zębów jest po sobotniej publikacji bohaterką. Grażyna Żarko stała się wyrzutem sumienia. Wcześniej tylko stawała ością w gardle razem ze swoimi radykalnymi, moherowymi poglądami. Ale teraz nikomu nie chce się już wkładać palca do buzi, by sprowokować na jej widok wymioty. Anna Lisak w nagrodę za oscarową zdaniem wielu rolę ma zostać wysłana na wymarzone wakacje. Tak, żeby skończyło się dobrze. Bo "my Slowanie, my lubim sielanki".

Czy tym razem rzeczywiście coś zrozumiemy? Czy tylko poszpanujemy w komentarzach swoją przenikliwością, względnie: nawet przeprosimy, by po chwili wyśmiewać się z gabarytów promowanych na salonach Grycanek?

Społeczny i medialny lincz Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego po żartach z Ukrainek link zauważono z miejsca. Grażyna Żarko (nomen omen skomentowana też przez Wojewódzkiego) przez dwa miesiące funkcjonowała w Internecie jako wdzięczny temat do drwin. Bo to przecież ani EURO 2012 nie zagrażało, ani w ustach znanych osób w tradycyjnym medium się nie znalazło, ani polskich wielkich nie dotyczyło.

Miałkość Internetu spod znaku biało-czerwonej flagi w takich sytuacjach boli bardziej. Chamstwo internautów, z których większość stanowią młodzi ludzie, już chyba tylko przeraża. Gdy faktem stanie się wprowadzenie opłat za te ekskluzywne i unikalne (czyli w wielu przypadkach: wyższych lotów) treści w Internecie, może być gorzej. Szansa przeczytania choćby kilku linijek analitycznego, wartościowego tekstu zmaleje, bo w polskiej sieci się nie płaci. Z zasady. Tak jak nie płaci się za anonimowe obrażanie innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz