niedziela, 7 października 2012

Miasto Aniołów

Widziałam lata świetlne temu, cichym chyłkiem czając się w pidżamie w pokoju z telewizorem. Może nawet widziałam kilka razy, ale jakoś tak pamiętam te pidżamy. I swoje spojrzenie zbitego szczeniaka w kierunku rodziców, by móc obejrzeć do końca. <spojler> Tylko po cholerę Nicholas Cage jechał do tego sklepu? Przecież na tamtą Meg Ryan naprawdę dało się patrzeć z rana. Zresztą, dało się patrzeć o każdej porze dnia </spojler>.

Dla estetycznych walorów można też zerknąć na nowy serial superduetu Tadeusz Lampka - Ilona Łepkowska. Zerknęłam. Wzrok opuszczałam z zażenowaniem. Królowa polskich seriali zalicza chyba bowiem spektakularny upadek. Do tej pory jej fabuły może nie grzeszyły polotem, ale, na upartego, dało radę je jakoś powiązać z realnością. Przynajmniej na początku. Teraz scenariusz pozostaje moim zdaniem najgorszą stroną "Wszystko przed nami". I to od pierwszego momentu, w którym losy bohaterów zarysował nam jeden z nich, głosem zza kadru na wzór książkowego narratora, w filmie nieraz wykorzystywanego z powodzeniem, ale tu drażniącego wnętrzności. Słysząc cały zarys fabularny podawany na tacy można się przecież poczuć jak debil. Tym bardziej, że skomplikowany nie jest.

Polacy na emigracji we Włoszech się lubią. Przyjaźnią. Razem popijają wino i grają w piłkę. Budowlaniec z prawnikiem, kelnerem, byłą modelką, co ma nadzianego męża, i trzyosobową rodziną nie wiadomo skąd. Włosi są wredni i podkładają dzielnym Polakom świnie. Jakieś gwałty i mafie, i nacjonalizmy wręcz jakieś. Dzielni Polacy trzymają się razem i jak na komendę wracają do Polski. Dzielny Polak kelner dzięki pomocy dzielnego Polaka prawnika dziedziczy po rodzicach kamienicę. Mało tego, na widok polskiej Polki z Lublina wreszcie zapomina o głupiej byłej narzeczonej, która 3 dni przed ślubem zakomunikowała mu, że jest w ciąży. Oczywiście, z najlepszym kumplem dzielnego Polaka kelnera. Polska Polka z Lublina nie daje jednak dzielnemu Polakowi kelnerowi numeru telefonu i, zdaje się, nawet nie zna jego imienia, chociaż spotkanie wyszło słodkie jak beza maczana w miodzie. A dzielny Polak prawnik wciąż smali cholewki do dzielnej byłej modelki, co ma nadzianego męża. A oficjalnie to przecież przyjaźń jest tylko lub aż. A oni są po prostu piękni, że piękno rozsadza ekran. I co tam, że trochę drewniani, jak piękno im wszystko wybaczy. Budowlańcowi już nie, więc musi grać trochę aktorsko. To samo rodzina (2+1) nie wiadomo skąd pochodząca. Choć on to się ponoć spotyka z Kamilą Łapicką, wdową. Niby na niwie prywatnej, a w ogóle to zawodowej, ale to nie w tym serialu.

Nie, to wcale nie jest "Moda na sukces". Tam jest więcej niespodziewanych akcji. A że w Stanach rzecz się rozgrywa, to może i bardziej to żre. "Wszystko przed nami" żre jeno czas. Ale zawsze można zerknąć na ładne, nieopatrzone buźki. Pogoda wszak brzydka, esteci cierpieć mogą. A ileż można patrzeć na wychodzącą z lodówki Zielińską?

A już tak na moment poważniej. Ilona Łepkowska naprawdę się chyba pomyliła i wepchnęła TVP 1 na górę lodową. Ale że nikt tego nie zauważył? Przecież ten serial został podobny wybrany w konkursie! Więc nie wiem, czy bardziej należy się bać poziomu innych pomysłów, czy układów w publicznej telewizji. Czy może raczej ocen, jakie producenci, reżyserzy, scenarzyści i wszelkiej maści ludzie zarządzający umysłami i czasem widzów, wystawiają i im, i sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz