wtorek, 25 września 2012

Milczenie owiec

Podchodziłam do tego filmu jak do jeża, rozczarowana wcześniejszymi przygodami z klasykami kina. Gdy w ręce wpadła mi książka Thomasa Harrisa z Jodie Foster i Anthonym Hopkinsem na okładce, myślałam, że teraz to już szybko nadejdzie wiekopomna chwila z przyciskiem "play" w roli głównej. Tymczasem nadeszła pierwsza w moim życiu finansowa kara za przetrzymanie wypożyczonej z biblioteki książki. Mam zbiednieć o 2 zł (chlip, chlip ;)), bo nie zamierzałam wydać 30 na podróż po ratunek dla mojej regulaminowej postawy.

Film w końcu obejrzałam. I tak za szybko po przeczytaniu książki. Nieustanna i mimowolna gimnastyka umysłu z wyszukiwaniem różnic jednak psuje odbiór. Nie polecam. Film tak, bo pozbawił powieść Harrisa, ku mojej zresztą uciesze, dwóch maksymalnie wkurzających wątków rodem z taniej obyczajówki.

Ale o taniej obyczajówce mowy tu nie będzie. Raczej o milczeniu owiec, które tym akurat razem wcale nie było pożądane i oczekiwane. Pewnie wielu na złość zostało przerwane. Katarzyna Figura udzieliła wywiadu o swoim toksycznym małżeństwie i agresywnym mężu, o życiu, które przypominało dramat, strachu i wstydzie niszczonej psychicznie i fizycznie kobiety, żony i matki. W mediach rozpętała się burza. Jakby pierwszy raz okazało się, że sielski obrazek z życia gwiazd maluje się tylko na użytek świata zewnętrznego. Jakby ręki nie można było podnieść na znaną aktorką. Jakby nigdy nie słyszano historii kobiet przez lata żyjących obok mężczyzn, którzy je krzywdzą.

Katarzyna Figura opowiedziała swoją historię w kolorowym piśmie i chyba w tym tkwi dla wielu sedno problemu. Pytania o sens tego wywiadu idą ramię w ramię z tymi o lata życia w koszmarze milczenia. Jasne, że taka forma zwierzenia się ze swego dramatu jest większości ludzi niedostępna. Oburza, gdy gdzieś obok niej pojawiają się rzewne historie o braku pieniędzy na cotygodniowego wyjście na sushi, wzruszające sesje zdjęciowe z dopiero co urodzonymi dziećmi czy spekulacje o kolejnych operacjach plastycznych. Powszednieje, gdy rozstania znanych par stają się dodatkiem do porannej kawy. Siłą rzeczy i medialnego rozpędu historia Katarzyny Figury jest więc kojarzona z kolejnym aktem ekshibicjonizmu i wołaniem o zainteresowanie wielkiego świata showbiznesu. W erze podglądactwa i celebryckich wynurzeń gubimy zwyczajną ludzką wrażliwość, wszędzie doszukując się spisku i ustawki.

Tym bardziej, że aktorce udawać łatwiej. Skoro dawała radę ponad 10 lat...

Czy łzy Katarzyny Figury w przerwanym wywiadzie telewizyjnym i rozmowie z Tomaszem Lisem mogą do czegokolwiek kogokolwiek przekonać? Czy opowieści o rodzinnym koszmarze w programie aspirującym do poważnej publicystyki politycznej, mogą odciągnąć widzów od utopijnego serialu o lekarzach z wyimaginowanego szpitala? Czy w tym całym cyrku są jeszcze jacyś pozytywni bohaterowie, którzy po prostu mówią prawdę i chcą coś zmienić, nie myśląc o wizerunkowych i finansowych korzyściach?

Po erze Big Brothera stajemy się z każdą chwilą coraz bardziej czujni na wylewającą się z mediów realność. To dobrze, że nie chcemy dawać się ogłupiać. Do momentu, gdy pojawia się sytuacja, gdzie normalne nie jest kiwanie głową z niedowierzaniem i internetowy hejt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz