piątek, 16 września 2011

Cała ona

W całości widziałam ten film chyba dwa razy, co, biorąc pod uwagę jego (skądinąd dość zrozumiałą) popularność (bo jak tu przejść obojętnie, gdy z ekranu uśmiechają się dwudziestotrzyletni przyszły mąż Sarahy Michelle Gellar i uroczo szlachetny Brian O'Conner z "Szybkich i wściekłych", który tu okazuje się pomiotem szatana, a pomiędzy nimi pałęta się w czerwonej sukience śliczniutka Rachel Leigh Cook?) nie trąci psychozą ani nawet lekkim stanem pomieszania zmysłów. Zresztą, do tych dwóch razy też doszło znacznie później niż wymagałaby tego zwykła filmowa przyzwoitość.

Co prawda w mojej szafie wisi czerwona sukienka, ale w kwestii podobieństw z wyżej wspomnianymi bohaterami to by było na tyle. Ten po prostu tytuł pasował na początek mojej nowej blogowej przygody, bo ja tak bezosobowo zaczynać nie umiem. Ale żadnych obietnic na piśmie ta ani żadna inna klawiatura ode mnie w tej sprawie nie wyciśnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz