wtorek, 20 września 2011

Czarny łabędź

Przed obejrzeniem nie wiedziałam, że to film gościa od "Requiem dla snu". Może bym spojrzała inaczej? Żeby nie było wątpliwości: obraz jest pewnie dobrze zrobiony (nie znam się), ciekawy, zaskakujący, ale męczy mnie ten cały zgiełk wokół Natalie Portman. W ogóle męczy mnie otaczanie jakimś szczególnym splendorem aktorów, którzy odtwarzają postaci historyczne lub na oczach świata zdobywają dla roli nowe, niecodzienne umiejętności. Duży szacunek dla pięknej Natalie, która zgłębiła sztukę baletu, ale poza tym jej postać, tak bardzo kojarząca mi się z nią samą w kwestii temperamentu, osobowości i zachowania, nie ujmuje mnie. Może jednak takie stopienie się rzeczywistości i fikcji jest właśnie dobrym aktorstwem, a takie dopasowanie nazywa się idealną rolą? A ja trwam sobie w matyldowym uroku Portman, która stworzyła w "Leonie Zawodowcu" kreację dla mnie świetną i to świetną wcale nie dlatego, że miała wtedy 12 czy 13 lat?

Tymczasem z katolickimi środowiskami umiejętnie pogrywa sobie Adam "Nergal" Darski. Odsądzany od czci i wiary jest już nie tylko personalnie przez biskupów, księży czy posłów, ale przez Sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu. Wszystko przez to, że został jurorem programu TVP2 "The Voice of Poland. Najlepszy głos". I nie chodzi tu już nawet o satanizm, a zagrożenie dla ładu demokratycznego. Absurd tej obawy jest tyleż śmieszny, co straszny. Nergal jest w programie potulny jak baranek, a do granej przez niego muzyki nawiązują raczej pozostali jurorzy niż on sam. Ten niewątpliwie inteligentny człowiek o wyrazistych, niepopularnych w Polsce poglądach nie je na oczach widzów kotów, nie pali Biblii ani nie nawołuje do kultu szatana - jest po prostu niekoniecznie znającym się na profesjonalnym śpiewie Adamem Darskim.

Ja, katoliczka, regularnie uczęszczająca na msze święte i przystępująca do sakramentów, nie czuję się obrażona czy zgorszona obecnością Nergala w Telewizji Publicznej. Powiem szczerze, że gdy o niej usłyszałam, byłam wręcz zbudowana pozytywną zmianą trochę skostniałej, anachronicznej, ciotkowatej TVP. Jeśli zaś czyjąś wiarę jest w stanie zniszczyć, podważyć czy ośmieszyć jeden oponent, to boleję nad jej marnością. Nawołujący do krytyki zachowań i postaw, a nie człowieka Kościół czy środowiska jemu bliskie zaczynają takimi trącącymi hipokryzją i brakiem tolerancji apelami mówić jakby głosem księdza Natanka a nie Jezusa Chrystusa. Nergal ma (pewnie) bardzo dobrą pensję, pewną posadę, coraz więcej przyjaciół i świetny pijar. Porównania do Hilera raczej go nie ubodą, tak jak "ziomalowanie" specjalnie nie rozraduje. Co prawda prostolinijność sobie cenię, ale kreacje aktorskie, także te piosenkarzy, poważni ludzie powinni traktować z większym dystansem, w tym religijnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz