poniedziałek, 7 listopada 2011

Avatar

Za oceanem mają swoją krainę Na'vi, a my w Polsce - salę samobójców. Tak czy siak, na filmie Jamesa Camerona się ciut znudziłam. Co prawda, oglądałam sprzed komputera, a nie w sali kinowej, co perspektywę oglądu znacząco zmienia. Inna rzecz, że fanką cudów i cudzików, technik i techniczek jestem niespecjalną.

Dzieje się. Tu, tam, siam. W polityce, w kulturze, w życiu. Grom za gromem. A pierwsze posiedzenie nowego parlamentu dopiero jutro. To wtedy miało się zacząć na dobre.

Przyznam: nie wierzyłam, że Jarosław Kaczyński przygotuje dla swoich partyjnych tub cykutę. Bo chyba tym razem nie powie, że był na lekach i ktoś go otumanił. Tego, że Cymański, Kurski i Ziobro grzecznie czekać w Brukseli nie będą, pewnie mógł się spodziewać. I może właśnie dlatego wyjechali na unijne zesłanie. Prezes władzy im dać nie chciał, a kalać pisowskiego gniazda nie pozwolił. Drogę w podboju ojczyzny w jakimś jednak stopniu europarlamentem utrudnił. Teraz znaleźli się solidarni. Trzeba więc czekać, jak uda im się zupa na gwoździu. I jak szybko i skutecznie gryźć będzie Adam Szablozębny.

Z rzeczy innych:
Polska opinia publiczna pozostaje wstrząśnięta śmiercią Hanki Mostowiak. Wieść grabinowa niesie, że gdyby po wypadku przewieziono ją do szpitala w Leśnej Górze (otwartego równo 12 lat temu), mogłaby żyć. Niestety zajął się nią Conrad Murray, osobisty lekarz Michaela Jacksona, który niecałą godzinę po odejściu Hanki, został uznany za winnego śmierci Króla Popu. W akcie protestu przeciwko pochówkowi pani Mostowiak na Wawelu, Wisła Kraków zwolniła z funkcji trenera zespołu Roberta Maaskanta.
Tak po dwudziestu latach od  ogłoszenia przez Earvina "Magica" Johnsona zakończenia sportowej kariery w związku z pozytywnym wynikiem testu na obecność wirusa HIV, ze sceny schodzi kolejna wielka gwiazda masowej widowni. Hanka Mostowiak dołącza do klubu "7 listopada".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz