Film bardzo specyficzny. Wcale nie tak łatwo go zrozumieć. I nie chodzi wcale o skomplikowaną fabułę, a o warstwę najprostszą: język. Gwara rządzi! Taki Polaków portret własny.
Na koszulki piłkarzy też wróci. W postaci białego orła w złotej koronie na czerwonym tle. Piłko-orzeł będzie więc miał pośrodku kumpla. Ten, co spędzał sen z powiek nie tylko kibicom futbolu, bo zwali go logo PZPN. Kolejna narodowa telenowela dobrnęła więc do szczęśliwego finału. Grzegorz Lato i spółka pokazali jesienią, że można upolitycznić kolejny z ważnych dla Polaków symboli, co sprytnie chcieli wykorzystać już sami politycy, zamierzając się z zapisem o obowiązkowym orle na wszystkich trykotach naszych sportowców. Związek jednak pokazał figę i się w porę zreflektował. Piłko-orła przestawał bronić zażarcie po cichu. Gdzieś zniknęli recenzenci, którym się nowe koszulki podobały. Umknęła nowoczesność. Rozpłynęły się we mgle inne reprezentacje, grające bez godła państwowego na strojach. Nawet te, które w święto narodowe sprawiły nam baty.
Sprawa się rypła, bo chodziło o pieniądze. A PZPN zarabiać na nie swojej reprezentacji nie może. Bo kadra jest w końcu własnością ogólnonarodową, a nie prywatnym folwarkiem do nabijania kieszeni. Tak więc stanęło na polskim "Jestem za, a nawet przeciw". Wilk syty i owca cała. Jeśli przywrócenie orzełka na koszulki piłkarzy po dwutygodniowej debacie i wszechobecnej krytyce związku ma być wyjściem z tej sytuacji z twarzą, to nawet częściowo się udało. Tyle, że jest to twarz dziwnie czerwona. Nie wiem, czy bardziej ze złości, czy ze wstydu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz