Pewnie po tym filmie powinnam się przekonać do Michała Żebrowskiego. Zrobiłabym to, naprawdę! Tyle, że wcześniej stało się to za sprawą "Pręg" (kocham tę scenę z lustrem!). Andrzejowi Sewerynowi udało się uchwycić w tym obrazie kilka uderzających jak obuchem w łeb sytuacji, może trochę stereotypowo, ale z jakąś chwytającą za serce subtelnością. W zasadzie jedyną rysą na tym filmie jest w moich oczach spłycanie jego odbioru i przesłania. Cóż, nie można mieć wszystkiego.
Czasami się wydaje, że wszystko bierze w łeb. Nic, tylko: zero, lufa, pała i wylecieć za burtę. Najmilej jest wtedy zostać pozytywnie zaskoczonym. Przez ludzi, którzy zaskakiwać to potrafią tylko burknięciem, chamstwem i zadzieraniem nosa z tytułu jaśnie służbistości wysokiej, najwyższej.
A jednak się kręci! Zapewniam. Wczoraj dostałam do ręki dwa argumenty zwykłej ludzkiej uprzejmości. Pewnie w gruncie rzeczy drobnej, może nawet obliczonej na własną korzyść tudzież spowodowanej obrazem nędzy i rozpaczy niżej podpisanej. Tak czy siak, ładują takie rzeczy niesamowicie. Chociaż mniej niż pokazanie drogi małemu chłopcu i jego tacie, żeby dzieciak dotarł na czas na jakiś tam superwyjebisty event.
Naprawdę, MasterCard niech się ze wstydu schowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz