Co tu? Zwierzęca żądza "kałamarzy" (nie mylić z kominiarzami, chociaż to też babranie się w sadzy - delikatnie mówiąc). Taka trochę obyczajówka dramatyczno-romantyczno-sensacyjna z cyklu "była sobie redakcja". W niej sobie działa Michael Keaton (cały czas mi siedzi w głowie on - przestępca doskonały z "W akcie desperacji" - aż musiałam sprawdzić, jaki tytuł to był, bo zawsze zapominam). I goni, i bieży, i dręczy, i ślęczy. Jest i Glenn Close (czemu nie dostała Oscara za geniusz w "Niebezpiecznych związkach"?) i Robert Duvall (którego nie poznałam;( ).
Kto tu siebie i swą przyszłość rozpozna? Ja nie wiem, czy wiem, na co się piszę. Bo że nie wiem, co piszę, to wiem już jakiś czas. Wybór zawodu to takie trochę błądzenie ślepca, taki sen, co się ma przyśnić (nie - prześnić). Człowiek to jednak głupi jest w gruncie rzeczy i mami sobie, że jemu to się nie zdarzy, że z nim będzie inaczej. I basta! Jak dla mnie, to lepiej: nigdy nie mów nigdy. Palce, ręce i głowę stracić łatwo. Zapowiedziami ma się rozumieć.
PS Kocham tłumaczenia angielsko-amerykańsko-zagranicznych tytułów filmów...
PS 2 Pozostając w nastroju refleksyjno-analitycznym, sobie linka tu trzasnę. A, mnie oglądając to, płakać się nie chcę, żeby nie było;) klik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz