Najpierw przeproszę. Film jest dobry, ale mnie zwyczajnie nie rusza. Zrobienie z czegoś, co wyszło spod ręki Stephena Kinga dzieła wzniosłego jawi mi się jako straszna nieodpowiedniość. A mam dziwne przekonanie, że wielu tak chce "Skazanych..." postrzegać. Świadczą o tym miejsce tego filmu w rankingu na jednym z tematycznych wortali i komentarze widzów. Nie godzę się ani na to, ani tym bardziej: na windowanie jakiegokolwiek artystycznego wytworu li tylko ze względów techniczno-warsztatowych. Pozostaje mi zaakceptowanie faktu, że (być może) film ten po prostu nie ma wrogów.
Na oponentów wydaje się skazany Janusz Palikot. Jego 10% w sejmie będzie pewnie co niektórych uwierać. Zaczęło się od chęci zdejmowania krzyża z sali posiedzeń, więc napięcie musi wzrastać.
Trudno odmawiać najsłynniejszemu winiarzowi nad Wisłą charyzmy, sprawności i umiejętności socjotechnicznych, ale dla mnie jego sukces jest pokłosiem wojny polsko-polskiej. Przesiąknięci platformiano-pisowskim smrodkiem Polacy zagłosowali na tego, który wnosi świeżość, nowość i ma szansę przeciwstawić się największym. Żadna w tym siła programu i poglądów Ruchu (nie mylić z kioskiem Ruchu). Dlatego też ogólnonarodowego katharsis, nawet po winie Palikota, w ogóle się nie spodziewam. Inna rzecz, że Polacy kochają nie tylko sielanki, ale też rozrywkę, a tej (bez urazy) z czterdziestoma posłami debiutującego w sejmie ugrupowania nie powinno zabraknąć.
W związku z zaistniałą sytuacją Pan Janusz z Biłgoraja, szerzej znany jako Pan Janusz z Lublina powinien podziękować wszystkim Tuskom i Kaczyńskim, a także środkom masowego przekazu za to, że ci pierwsi tak pięknie się nie lubią na oczach całej Polski, a ci drudzy tak chętnie i obszernie prezentowali rosnące poparcie Ruchu (nie mylić z kioskiem Ruchu), chociaż wcześniej zdawało się, że wykopali go ze swoich czołówek politycznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz